Tadeusz Klementewicz "Niewinni czarodzieje?"

Tadeusz Klementewicz


Niewinni czarodzieje?

Amerykańska geostrategia pogrąża świat w chaosie


Jakże małym rozumem świat jest rządzony, wzdychał Axel Oxenstierna, kanclerz króla szwedzkiego Karola IX. Mijają wieki, a myśl trafna jak zawsze. Znów oczy wszystkich skupione na burzycielu ładu światowego, jak kiedyś na rzekomym posiadaczu broni biologicznej Saddamie Husajnie. Znów pełna propagandowa mobilizacja zachodnich sprzymierzeńców Stanów Zjednoczonych: NATO, UE, Kanady. Czyżby już zapadła decyzja o wojnie prewencyjnej? Milczy jak dotąd ONZ. Jedynie Chiny nawołują do rozsądku. Znów nie przebija się głos drugiej strony. Nie słyszy się o instalacji wyrzutni rakietowych M41w Rumunii, które mogą być wyposażone w pociski Tomahawk. To samo zdarzy się niedługo w Polsce. Cisza także o wypowiedzeniu przez USA trzech traktatów, zwłaszcza ABM (Anty-Ballistic Missile Treaty), o wojskowym zaangażowaniu państw NATO na Ukrainie, o destabilizacji państw byłego ZSRR. A co z zasadą równego i niepodzielnego bezpieczeństwa stron? Czyżby to Rosja rozciągała militarną kontrolę nad planetą, choć posiada hipersoniczne pociski i rakiety mogące niszczyć amerykańskie lotniskowce? W oglądzie trwającego konfliktu dominuje łatwa dla dziennikarzy i propagandy perspektywa gry i rywalizacji państw i ich przywódców. Jak zwykle, żeby dotrzeć do sedna, trzeba przebić się przez jazgot funkcjonariuszy think tanków, których zadaniem jest racjonalizowanie działań swoich państw. Wiele szumu i hałasu, by dezorientację móc wzmóc.

Tymczasem mało jest tak zakłamanych narodów i państw jak amerykańskie. Z jednej strony potrafi zorganizować The Summit for Democracy z udziałem stu przywódców państw, z drugiej – dokonało własnymi siłami, z niewielką pomocą zachodnich przyjaciół, destrukcji kilku państw i całego regionu Bliskiego Wschodu. Na ustach demokracja, a w dłoni pancerna maczuga. Mają przewagę na lądzie, na morzu i w powietrzu. Na mały Wietnam potrafiło zrzucić więcej trotylu niż wszystkie walczące armie podczas drugiej wojny światowej. Jego służby specjalne organizowały zamachy stanu w Iranie, Indonezji, w Chile, w strategicznie położonej Panamie, w Hondurasie, Gwatemali, Nikaragui, Ekwadorze… Tragicznie skończyli życie prezydenci, którzy śmieli kwestionować „wolność” amerykańskich korporacji w eksploatacji zasobów ich krajów. Śmierć w katastrofie lotniczej poniósł najpierw prezydent Ekwadoru Jaime Roldos (24 maja 1981), później prezydent Panamy Omar Torrijos (31 lipca 1981). W ostatnich latach światowe wojskowe i policyjne mocarstwo w pożogę obróciło Afganistan, Irak, Libię, Syrię. Jeszcze wcześniej pomagało bombardować Belgrad, w konsekwencji odrywając Kosowo od Syrii (sojusznika Rosji).W ten sposób doszło po raz pierwszy do rewizji powojennych granice w Europie. Zawsze w obronie praw człowieka i demokracji, zawsze w wojnach prewencyjnych, by ulżyć cierpiącym i prześladowanym. Uczłowieczyły wojnę zmieniając ją w dyskurs pomocy, ale z udziałem realnych sil zbrojnych.


I ty zostaniesz Indianinem- inne oblicze militaryzmu.

Przed niewyrobionym widzem czy słuchaczem ukryty jest ścisły związek między neoliberalną globalizacją a militaryzacją polityki międzynarodowej. Państwo amerykańskie stworzyło obecną formę globalnej gospodarki wielkich korporacji na przełomie lat 80/90. Wykorzystało ogniowe wsparcie neoklasycznych ekonomistów - czcicieli samoregulującego się rynku, tj. bez kontroli państwa. Dodatkowo utrwalaczami nowego ładu gospodarczego stały się wielostronne organizacje jednostronne jak MFW, BŚ, później WTO. Kierują nimi z tylnego siedzenia departamenty amerykańskiej administracji. Wielkie korporacje to zwykle wydmuszki - organizują w światowej przestrzeni gospodarczej łańcuchy pracy i wartości, kierując się maksymalizacją rentowności kapitału. Najlepsze wyniki, bo z marżą sięgającą 50%, osiągają giganci kapitalizmu sieci: M. Zuckerberg, J. Bezos, E. Musk, a także udziałowcy i akcjonariusze ich biznesów. Zasięg wielkich korporacji jest globalny, ale struktura właścicielska narodowa. Największe w sektorze finansowym, wydobywczym, militarnym to amerykańskie kolosy. Ich pozycja w światowym systemie kapitalistycznym opiera się na wykorzystywaniu taniej pracy poddostawców i podwykonawców w Chinach, Europie Środkowej i na globalnym Południu (wysokie marże zysku, renta monopolistyczna). Ale także na kontroli strategicznych zasobów – węglowodorów i minerałów. Rocznie około 10 miliardów ton surowców przepływa z krajów biednych do bogatych. To świat, w którym dominuje Triada: USA, UE, Japonia. Reprezentuje ona około 18% populacji. Dzięki kilku monopolom zarządza strukturalnym kryzysem kapitalizmu, ten zaś pogrąża świat w coraz większym chaosie. Te monopole to: kontrola rynków finansowych (powiązanie dolara z ceną ropy naftowej, przekształcanie światowej nadwyżki na obligacje rządu amerykańskiego), kontrola źródeł surowców energetycznych, kontrola kapitalizmu sieci przez amerykańskich gigantów cyfrowych i platform usługowych (gig economy), przewaga militarna. Potęgę zmiękcza Holyworld: hegemonia amerykańskiej popkultury i papki informacyjnej – daru kilku wielkich korporacji inforozrywki zza oceanu. Osad ideologiczny tworzy neoklasyczna, katedralna ekonomia kapitalizmu mitycznego. Tak go określa późny wnuk Karola Marksa Samir Amin, egipsko-francuski ekonomista, filozof społeczny, głos Globalnego Południa i teoretyk postkapitalizmu. Mityczny kapitalizm tworzą przedsiębiorczy posiadacze różnej postaci kapitałów; konkurują oni swobodnie kosztami i jakością produktów-towarów za pomocą mechanizmu cen rynkowych. To jednak mit, bo konkurują poddostawcy i podwykonawcy o zlecenia od wielkich firm. Wielkie firmy natomiast tworzą monopole bądź oligopole w najrentowniejszych branżach i same kształtują ceny, by osiągać założony poziom zysków. Teraz dominuje kapitalizm cyfrowy i sektor finansowy. Drugi mit to ignorowanie funkcji państwa, zawsze sprzężonego z narodowym kapitałem. Ono nie tylko „produkuje” pieniądz. Państwo też chroni narodowe firmy bądź zapewnia im warunki ekspansji, np. tworząc kolonie, bezpieczne strefy lokat kapitału. Stabilizuje też rynek. Np. w ostatnim czasie w na chińskim rynku surowcowym ceny instrumentów finansowych opartych na węglu wzrosły ze 100 do 310 dolarów. Agencje rządowe podniosły opłaty transakcyjne, zakazały spekulacji bankowym funduszom i skłoniły banki do sfinansowania zapasów na zimę (A. Szcześniak, Myśl Polska 30.01-6.02.22). Jednocześnie zwiększyło się dzienne wydobycie tego surowca do 12 mln ton dziennie. Symbioza rynku i państwa, reprezentującego racjonalność ogólnospołeczną, jest jedną z form postkapitalizmu. Kapitalizm zawsze łączy się z imperializmem, a ten z militaryzmem. Utopią liberałów okazała się idea samoregulującego się rynku. To elementarz analizy społecznej. Niestety, nieznany medialnemu komentariatowi, a nawet lewicy parlamentarnej.

Utrzymanie neoliberalnego ładu wymaga przeciwdziałania tendencjom, które go podważają. Taką tendencją byłoby upodmiotowienie UE, stopniowe odchodzenie od atlantyzmu. Hegemonia USA korzysta bowiem ze słabości UE, która nie jest państwem, nie ma wspólnej polityki fiskalnej, przemysłowej, obronnej itd. W ten sposób Unia dokonuje samookaleczenia. Tu panoszy się tylko biznes, który ma wolną strefę handlu, inwestycji, dostępu do siły roboczej. To unia przedsiębiorców (J. Krasuski). Patronat USA służy transnarodowemu kapitałowi całego świata, w tym także kompradorskiej burżuazji globalnego Południa. Stąd też poparcie wielkiego biznesu europejskiego dla atlantyzmu. Ale atlantyzm, połączony z wojskową kuratelą nad europejskim sojusznikiem ulokowanym w NATO, nie pozwala realizować europejskiego projektu. Jego istota polega na łączeniu efektywnej gospodarki z bezpieczeństwem socjalnym klas pracowniczych, na dodatek w państwie poddanym demokratycznej kontroli - w przeciwieństwie do obecnej technoliberalnej Komisji Europejskiej. Otarła się ona o dno służalczości biznesowi, kiedy prowadziła tajne rokowania z amerykańskim dominatorem w sprawie TTIP. Praktycznie jego podpisanie to byłby wyrok skazujący na niebyt politykę gospodarczą państwa, a także sektor usług publicznych. Militaryzm przynosi korzyści gospodarce amerykańskiej: podtrzymuje popyt, zarazem nie rzuca na rynek dodatkowego strumienia dóbr. Dzięki budżetowi wojennemu można wspierać deficytowe stany, lokując w nich molochy zbrojeniowe. To rocznie kwota 750 mld dolarów. Dodatkowo państwo za pośrednictwem Pentagonu może wspierać powstawanie nowych technologii. Potem różni Jobsowie mogą tworzyć różne iPhony, uspołeczniając koszty (M. Mazzucato). Co przyrodzie i zwykłym ludziom po piramidach żelastwa zgromadzonego przez NATO? Rośnie tylko kosztowny energetycznie i społecznie wyścig zbrojeń ku chwale niewyżytych „analityków” i bezmiaru głupoty ubranej w różnokolorowe mundury.

Groźny dla amerykańskiej hegemonii gospodarczej jest sojusz państw tworzących grono kontestujące obecny ład. Nie przypadkiem to Rosja i Chiny oplatane są łańcuchem baz, pływających fortec, nowych nawróconych na demokrację sojuszników leżących blisko ich granic. To państwa BRICS, gównie Chiny, Rosja, Indie. Nawet Turcja, nie wspominając o Iranie. Kraje te zmierzają do stworzenia wielocywilizacyjnej wspólnoty narodów i państw. Ponadto, stopniowo odchodzą od dolara jako waluty rozliczeniowej w handlu ropą. Chcą stworzenia koszyka walut. Kto wtedy sfinansuje deficyt handlowy i płatniczy słabnącego gospodarczo olbrzyma? Dodatkowo Rosja jest sojusznikiem Chin, wspólnie z udziałem np. Indii mogą złamać amerykańską hegemonię. Dobiega końca Manifest Destiny Herrenvolku: „życiodajnego światła prawdy” dla zagubionych jak Rosja narodów. Co prawda, to misja otrzymana od Boga, ale wcześniej sprawdzona na pierwotnych mieszkańcach Ameryki, na afrykańskich niewolnikach i na biedocie z całego świata, poddanej eksploatacji na farmach i w fabrykach. Amerykanie chcieliby kształtować Innych na podobieństwo swojej jarmarcznej demokracji i zatomizowanego społeczeństwa bojowników o sukces materialny.

W tym samym czasie trwa inna wojna, wojna gospodarcza - „haniebny atak na biednych ludzi” z Globalnego Południa. Rośnie przepaść dochodów i warunków życia między 1 a 99 procentami ludzkości. Rosną szare szeregi funkcjonalnie wykluczonych, w następstwie fale migracyjne i tzw. populizm. Rezerwowa armia pracy sięga 2,4 mld ludzi. Marny jest los rolników globalnego Południa. Coraz bardziej przypominają pańszczyźnianych chłopów pod jarzmem agrokorporacji centrum, wspieranych finansowo przez swoje państwa. Po jasnej stronie mocy mamy 50 mln tradycyjnych farmerów z rodzinami; po ciemnej stronie 5 mld bieda-rolników. Północ uczyniła z produktów rolnych i żywności „towary jak inne”. Spadają dochody z tradycyjnego rodzinnego rolnictwa. Skutek: 3/4 niedożywionych mieszka na wsi. Powstaje planeta slumsów. Amin nazywa ten proceder ”barbarzyństwem i ludobójstwem”. W oku kamery ludzi bogatej Północy znajdą się, kiedy zatonie ponton na morzu albo kiedy spróbują forsować mury Festung Europa jak obecnie na granicy z Białorusią.


Świat na podobieństwo Teksasu?

Terytorium USA stanowi czarną dziurę, w której znikają światowe zasoby energii i surowców. Przeciętny Amerykanin emituje ponad 16 ton dwutlenku węgla, dwukrotność tego, co Chińczyk i ośmiokrotność tego, co Indus. W sumie odpowiadają za blisko 40% negatywnych zmian klimatu. (J. Hickel, Mniej znaczy lepiej, 2021). Do tego trzeba dodać katastrofalny dla świata model społeczeństwa. Amerykanie stworzyli „demokrację o niskiej intensywności”. Klasa rządząca, amerykański establishment to bez wyjątku milionerzy. Według obliczeń Th. Piketty`ego, średni majątek członka amerykańskiego Kongresu sięga 15 mln dolarów, kiedy średni majątek jego wyborcy kształtuje się na poziomie 200 tys. dolarów. Nic zatem dziwnego, że rywalizacja jest tu nierówna: bogaci mają wpływy, głosują. Ubodzy zostają w domu. Dlatego, zdaniem Johna K. Galbraitha, „mamy demokrację, lecz w niemałej mierze jest to demokracja tych, którym się dobrze powodzi”. Dlatego w tym kraju są „dwie jedyne partie”, partie marionetek biznesu. Dlatego ten kraj ma najlepszy Kongres jaki można kupić za pieniądze. Co więcej, wystarczy dwóch kongresmenów, by sparaliżować politykę federalnego rządu, reprezentują oni bowiem swoje stany, a nie ogół obywateli.

W amerykańskim społeczeństwie dominuje indywidualistyczna strategia życia. Miarą jej skuteczności jest konto bankowe, które umożliwia luksusową konsumpcję, najlepiej we własnym samolocie. Przegrani w wyścigu szczurów nie mają racji: około 30 milionów nieubezpieczonych, kilka bieda-prac może nie wystarczyć do przeżycia miesiąca bez wsparcia opieki społecznej. Niski stopień uzwiązkowienia i ochrony pracownika – krótkie urlopy, niskie zasiłki dla bezrobotnych, brak urlopów macierzyńskich, duże zróżnicowanie płac, ich mediana nie rośnie od czterech dekad. 14% Amerykanów, czyli około 40 mln obywateli wspieranych jest kuponami żywnościowymi tzw. food stamps. Połowa pracowników nie ma wystarczających dochodów, by opłacić składki emerytalne, a dwie trzecie poniżej 40. roku życia nie ma żadnych oszczędności emerytalnych. Górne 20% osiąga przeciętny dochód 8,3 razy większy niż 20% najuboższych (w Niemczech 4,4 razy większy, w Danii tylko 3,7 razy). 17% społeczeństwa amerykańskiego żyło poniżej granicy ubóstwa relatywnego (w Niemczech 9,5%, w Danii 5,5%) (The World Bank, Nearly Half the World Lives on Less than $5.50 a Day, October 17, 2018). Stąd jeden z najwyższych współczynników Giniego, bliski 0,5, co oznacza duże zróżnicowanie dochodów i majątków. W gospodarce dominuje akcjonariusz i spekulant, stąd rozdęty sektor finansowy i rynek kapitałowy. Obsługuje on spekulację nie tylko papierami wartościowymi, ale również ropą, żywnością, nieruchomościami komercyjnymi, przedsiębiorstwami przemysłowymi, które można kupić, sprzedać, zlikwidować – stosownie do kursów akcji i strategii biznesowej. Zysk ci wszystko wybaczy.


Polska pierwsza w kolejce do walki per procura.

Europa Wschodnia, wychowana w duchu służalczości, wróciła w stare koleiny - wiernej służby nowemu panu. Cała klasa rządząca, łącznie z lewicą, to wyznawcy natowskiej wizji granic Zachodu i ładu światowego. Przywódcy świeżego zaciągu demokratów (A. Kwaśniewski, L. Miller, W. Cimoszewicz) stali się nawet towarzyszami broni w Afganistanie i Iraku, co więcej: budowniczymi wzorcowego państwa z czytanki szkolnej. Obecnie PiS rujnuje budżet zakupami amerykańskiego sprzętu z demobilu, co załatwia w rozmowach z amerykańskimi generałami sierżant Błaszczak. W duszach, w mediach, w polityce króluje rusofobia. Niezrozumiała, skoro brak konfliktów granicznych czy etnicznych. Nienawiść na cudze zamówienie. Tymczasem zarośnięta droga do Weimaru, bliskiej współpracy z państwem niemieckim i francuskim. Podtruci rosyjskim gazem. Wszyscy Razem.


41 wyświetleń0 komentarzy

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie

Stanisław Bieleń „Czas dramatu” Nastał czas krwawej wojny u granic Polski. Czas hańby i wstydu dla jednych. Czas heroizmu i poświęceń dla drugich. W ostatnich tygodniach dużo pisałem na łamach „Myśli