Tadeusz Klementewicz "W Okopach Św. Trójcy. UE a polski skansen"

Tadeusz Klementewicz W Okopach Św. Trójcy. Czy w UE da się zachować skansen tradycjonalizmu, zarządzany przez sanację bis?

Narodowo-katolicka polska prawica ma sadomasochistyczny stosunek do UE. Z jednej strony lubi finansowe pieszczoty, z drugiej – nie chce spełnić wszystkich oczekiwań sponsora. Ma duży kłopot z akceptacją koniecznych zmian, które przynosi nowoczesność („cywilizacja śmierci”) i demokracja. Dwie formacje prawicowe, polska i węgierska, poddają testowi dotychczasową konstrukcję Unii Europejskiej. Polska sprawdza, czy ta konstrukcja pozwala zbudować w polskim skansenie narodowo-katolickim reżim przypominający przedwojenną sanację. Władzę sprawuje wówczas upartyjnione państwo, zarządzane przez weteranów różnych bojów i bojówek. Ostatnio szeregi starych wyjadaczy zasilili młodzi krzyżowcy, tworzący gęstniejące macki ogromnej Octopus Dei. Jedni poświęcają się dla ziemskiej władzy, drudzy dla rządu dusz. Wykorzystują oni dla swych celów złożoność ustrojowej konstrukcji, bo UE przypomina tradycyjną rosyjską matrioszkę: mieści się w niej kilka unii. Wszystkie one stanowią względnie spójną całość.

Unia dla biznesu. Integracja w Europie dokonuje się w postaci swobodnego przepływu towarów i kapitału, do pewnego stopnia pracowników, a więc przez rynek. Tylko jest wspomagana częściowo przez integrację polityczną, na dodatek bez demokratycznej kontroli ciała wykonawczego, czyli Komisji Europejskiej. Jak dotąd UE stanowi, według określenia badacza tego procesu historyka Jerzego Krasuskiego, „gigantyczną operację politycznego przejęcia” ogromnego obszaru gospodarczego i poddania go korzystnej dla biznesu polityce pieniężnej, fiskalnej czy sposobów finansowania deficytu budżetowego. Korzenie UE to nie miło brzmiący hymn chadeka o pokoju, lecz Europejska Wspólnota Węgla i Stali, alians przemysłu ciężkiego, producentów aut, elektroniki, a potem także farmerów. Celem aliansu była polityka cen. Chodziło o to, by wyeliminować konflikty i konkurencję między „narodowymi” firmami, bo to one przyczyniły się do obu wojen światowych. Dlatego, zdaniem Yanisa Varoufakisa, DNA Unii wciąż odtwarza technokratyczny styl zarządzania kartelem. Istnieje w niej tylko specjalizacja produkcyjna, swobodny przepływ towarów, usług i kapitałów oraz wspólna waluta w Eurolandzie. Wszystko w uścisku Paktu Stabilności i Wzrostu z 2008 r. Tak więc UE to głównie przestrzeń dla akumulacji kapitału, dla jego wzmocnienia w warunkach globalnej konkurencji. Aktualne ramy prawne UE stanowią swoisty przekład zaleceń konsensusu waszyngtońskiego na doktrynalne zasady zarządzania UE. Zawarł go Traktat z Maastricht z 1992 r. Zabrania on rządom interwencji w gospodarkę, która może wpłynąć „na wymianę handlową między państwami członkowskimi” (art. 121). Te ogólne ramy to „zdrowe finanse publiczne”. Stanowi dodatkowo, że polityka społeczna i prawo pracy są podporządkowane „konkurencyjności gospodarki Unii” (art. 107). Zakazuje też celowego wspierania przez rządy strategicznych branż i przedsiębiorstw krajowych. Natomiast Karta Praw Podstawowych nie jest obligatoryjna, dlatego Polska podpisała odrębny protokół. Z kolei, Traktat lizboński, obowiązujący od 2009 r., jest wypracowaniem ordoliberała. Stawia za cel „trwały rozwój Europy, którego podstawą jest zrównoważony wzrost gospodarczy oraz stabilność cen, społeczna gospodarka rynkowa o wysokiej konkurencyjności”.

Ład instytucjonalny europejskiej wspólnoty jest niedźwiedzią przysługą niemieckich ordoliberałów. Negocjatorem Traktatu Rzymskiego był jeden z ordoliberałów Alfred Müller-Armanak, pierwszym przewodniczącym Komisji Europejskiej był Walter Hallstein (1958-1967), a komisarzem do spraw konkurencji Hans von der Groeben (1958-1967). Stworzyli oni prawne ramy dla funkcjonowania wspólnego rynku i stabilności pieniądza. To ważna okoliczność dla lewicy, ponieważ nie były to inspiracje socjaldemokratycznym reformizmem. Socjaldemokraci niemieccy już w 1955 r. słowami ówczesnego ideologa Karla Schillera uznali przewagę konkurencyjności w dewizie: „Konkurencji tyle, ile możliwe, planowania tyle, ile konieczne”. Ewolucję doktryny potwierdził słynny zjazd w Bad Godesbergu w 1959 r., na którym socjaldemokraci podpisali akt kapitulacji. Uznali bowiem prywatną własność środków produkcji i gospodarkę rynkową jako datum funkcjonowania w Systemie. Gospodarka rynkowa staje się „społeczna”, kiedy państwo stwarza odpowiadające jej społeczeństwo, złożone z odpowiedzialnych jednostek. A przecież może tu chodzić o inne rozumienie atrybutu „społeczna”. Społecznie regulowana, czyli regulowana przez związki zawodowe i pracowników (takie stanowisko zajęła Federacja Niemieckich Związków Zawodowych, DGB). Dlatego z pełnym przekonaniem Angela Merkel mogła oświadczyć w 2014 r., że „społeczna gospodarka rynkowa to coś więcej niż ład gospodarczy i społeczny. Jej zasady są ponadczasowe”. A więc żadna demokratyczna większość nie mogłaby ich zmienić, jak płci królowej Anglii. Również klonem Bundesbanku jest Europejski Bank Centralny. Nie może zaskakiwać przyjęcie w 2012 r. niemieckiej „złotej reguły” – 3% deficytu budżetowego jako europejskiego kanonu. Ten układ instytucjonalny, zdaniem angielskiego ekonomisty Jana Toporowskiego, doprowadził do sytuacji, w której „Europa ma teraz bank centralny bez rządu i rząd bez banków centralnych”. Prymat polityki pieniężnej i nacisk na konkurencyjność z pominięciem bezpieczeństwa socjalnego Europejczyków zamknęły politykę gospodarczą państw w żelaznej klatce reguł. Dotychczas wyłączona jest spod jej reguł tylko polityka rolna. Dlatego unii gospodarczej i monetarnej nie wspierała żadna wspólna polityka fiskalna i społeczna. Dopiero Fundusz Odbudowy po pandemii przewiduje wspólne zadłużenie państw tworzących Unię. Pojawił się też temat płacy minimalnej dla całej europejskiej przestrzeni gospodarczej. To pierwszy krok w stronę nowej płaszczyzny integracji – wspólnej polityki fiskalnej i socjalnej. W dalszej przyszłości w agendzie pojawi się kwestia przebudowy systemu podatkowego. Ze wspólnych funduszy może być finansowana przebudowa energetyki zgodnie z ideą zielonego ładu. Fundusz ten mogą powiększać wpływy z opodatkowania zwłaszcza amerykańskich kolosów teleinformatycznych oraz likwidacja rajów podatkowych.

Niemcy na cenzurowanym? Narodziny Eurolandu, do którego Polska nie należy, pozbawiły kraje członkowskie narzędzia makroekonomicznej polityki gospodarczej, jakim była możliwość dewaluacji waluty narodowej dla poprawy konkurencyjności eksportu. Skorzystała na tym gospodarka niemiecka, której konkurencyjność osłabiała mocna marka. Niemiecki eksport radykalnie wzrósł i daje obecnie dużą nadwyżkę bilansu płatniczego. Dodatkowo konkurencyjność wyrobów niemieckiej gospodarki zwiększyło osłabienie statusu pracownika. Po reformach rządu kanclerza Schroedera wydajność pracy na godzinę w Niemczech rosła w latach 1999-2011 o 1,2% rocznie, natomiast płace realne (płace nominalne skorygowane o inflację) zaledwie o 0,7% (za Heinerem Flassbeckiem). Dlatego niemieckie towary i usługi stały się tańsze o 25% w stosunku do wyrobów gospodarek europejskiego Południa i prawie 20% względem Francji. Na tym podłożu wyrósł ogromny kompleks przemysłowy – niemieckie Cesarstwo Przemysłowe, które np. już produkuje elektryczne samochody, tymczasem Polska tylko memy na zadęcie pisowskiej elekromobilności. Prawica hołubi inne kompleksy. Po wstąpieniu Polski do UE wypiękniały ulice i kamienice, zwłaszcza stadiony, głównie dzięki funduszom unijnym, które już dawno przekroczyły kwotę 125 mld euro. Tylko w roku 2018 otrzymaliśmy od UE, po odliczeniu składek, 11,5 mld euro. Do PRL los tak się szeroko nie uśmiechnął. Ostateczny bilans będzie zależał od tego, jaką formę przybierze integracja europejska. Jak dotąd udostępniliśmy wewnętrzny rynek i taniego pracownika, bardzo wydajnego w stosunku do kosztów jego zatrudnienia, np. w r. 2018 koszty pracy stanowiły 2/3 jej wydajności. Przedmiotem sporu jest miejsce, w którym znalazła się polska gospodarka w światowych łańcuchach produkcji i wartości dodanej. Thomas Piketty określił Polskę jako foreign owned country, skoro 60% aktywów w polskim sektorze bankowym posiada zagraniczny kapitał, zagraniczne korporacje zatrudniają ponad 30% polskich pracowników, tworzą 2/3 polskiego eksportu, i wytwarzają 42% wartości dodanej. Ponadto, techniczne uzbrojenie pracy (wartość maszyn na jednego pracownika) jest dwu-trzykrotnie niższe niż w Niemczech (w PRL było sześcio-, może nawet ośmiokrotnie mniejsze). Dlatego polska strategia narodowa musi uwzględniać z jednej strony półperyferyjny status narodowej gospodarki, a z drugiej - trwałą obecność w UE. Żadna formacja rządząca w Polsce nie może zignorować faktu, że Polski pracownik montażowy i polskie biedafirmy stanowią zaplecze taniej pracy i obciążających środowisko faz produkcji gospodarki niemieckiej. Dlatego w eksporcie nowoczesnych produktów niemieckiej techniki i nauki mają udział też polscy pracownicy. W tej sytuacji gorszy od inwestora niemieckiego byłby tylko jego brak. Chodzi teraz o świadomą politykę kraju przyjmującego zagraniczny kapitał, by pobudzał przemieszczanie się polskich firm bliżej końcowych ogniw w łańcuchach produkcji i wartości dodanej. Jak to robić,

pokazuje strategia państwa chińskiego i nasi sąsiedzi Czesi. Znajdują się oni w zbliżonym położeniu geopolitycznym i niewiele wyższym poziomie rozwoju gospodarczego. Mają tylko lepsze państwo, lepszą politykę makroekonomiczną i zagraniczną oraz bardziej solidarne społeczeństwo, złożone głównie z ateistów. Dotychczas jest tak, że my produkujemy kadłuby np. autobusów, Niemcy uzbrajają je w nowoczesny napęd, nam pozostaje produkcja standardowych okien, niemieckie firmy wykorzystują najnowsze materiały. Tym bardziej, że na ziemiach „odzyskanych” przez PRL neoliberalna transformacja uśmierciła największe polskie (wcześniej niemieckie) zakłady – we Wrocławiu, Gorzowie, Szczecinie, Elblągu.

Unia dla autonomicznych jednostek. Ustrój państw unijnych ma charakter demokratyczno-liberalny. Taki ustrój tworzy społeczeństwa hołdujące takim wartościom jak wolność, równość, szacunek dla autonomii jednostki, w

konsekwencji pluralizmowi poglądów i postaw (moralności). W takim społeczeństwie ważna jest debata, której zasadą organizacyjną jest, po pierwsze, rzetelna dyskusja na podstawie argumentów, nie zaś dogmatycznych przekonań ugruntowanych religijnie. Po drugie, bierze się pod uwagę skutki przyjmowanych rozwiązań, regulacji prawnych, jak one mogą wpływać na życie społeczne, „ile przynoszą szkód i pożytków oraz w jakim pozostają stosunku do naszej autonomii i prywatności”, pisze filozof Jan Hartman. W tej perspektywie progresywne Polki i Polacy uzyskują w UE silne wsparcie, by rozszczelnić granice polskiego skansenu. To skansen tradycjonalizmu kulturowego, narzucania narodowo-katolickiej tożsamości, z hierarchami rezerwującymi dla siebie ostateczne rozstrzygnięcia dylematów moralnych, który przyniósł postęp medycyny, np. w sprawie in vitro, śledzenia rozwoju płodu, znajomości biologii rozrodu. W tej perspektywie protest społeczny polskich kobiet jest kolejną fazą spóźnionej nowoczesności, zdobywania podmiotowości, wypierania religii przez moralność i coraz bardziej świeckie koncepcje dobrego życia. Obudzili się prawnukowie Oświecenia, którego w kraju bez mieszczaństwa i bez zwycięskiej reformacji nie było. Ani zakon prawicowych krzyżowców, ani hierarchowie narodowego kościoła, ani kordon propagandowy „narodowej” telewizji nie powstrzymają tego naporu przemian cywilizacyjnych.

Unia republikańska i socjalna. Republika współcześnie to trzy stopione ze sobą pierwiastki: praw obywatelskich, politycznych i socjalnych, a także warunku praktycznego – aktywnego współudziału obywateli w kształtowaniu ładu prawnego, np. za pomocą obywatelskich inicjatyw ustawodawczych. Nowoczesny republikanizm różni się od liberalnej koncepcji jako gwarancji ochrony przed państwem, wolności od jego ingerencji, głównie w sferę stosunków własnościowych (regulacja rynku, przymus podatkowy, który boli najbardziej). Republika zapewnia bezpieczeństwo jako przesłankę wolności, tworząc dla niej zarazem prawne oraz materialne warunki, pisze niemiecka filozofka polityki Urlike Guérot. Ludzie czują się nie tylko wolni, ale również bezpieczni. Chodzi tu o zasady organizacji zbiorowej pracy, umożliwiające koegzystencję i współdziałanie autonomicznych jednostek. To przeciwieństwo antyindywidualistycznego,

tradycjonalistycznego kolektywizmu jak w stalinowskim koszarowym modelu

wspólnoty. Taka wspólnota była ideałem kontrkulturowego ruchu lat 60. Odrzucał

on ideę hierarchii i formalnego przywództwa. Tworzył porządek oparty na

współuczestnictwie. Jego zapleczem społecznym była młodzież dorastająca

obywatelsko na uczelniach. Ślady tej koncepcji wspólnoty widać w sposobie

zorganizowania partii Razem, ruchów miejskich czy małych zbiorowości na

poziomie lokalnym. To umiejętnie zorganizowany ład łączący indywidualizm i

samodzielność intelektualną swoich członków jako wartość ze wspólnotowym

realizowaniem uzgodnionych celów. Do tej wizji wspólnoty zbliżają się

społeczeństwa skandynawskie.


Co dalej? Kolejna faza integracji europejskiej obejmie nowe mechanizmy

demokratycznej kreacji i kontroli wspólnotowych organów władzy. Z czasem

będzie to wybór reprezentantów poszczególnych opcji ideowo-programowych w

skali całej wspólnoty, np. reprezentantów europejskiej lewicy. Kształtowanie

podstaw wspólnoty republikańskiej wymaga strategicznych sojuszy. Języczkiem u

wagi są specjaliści i klasy pracownicze zatrudnione w administracji, służbie

zdrowia, wykonawcy usług dla biznesu (korposzczury). Chodzi o to, by

przekroczyli oni granice myślenia w kategoriach indywidualnego sukcesu oraz

więzienie świadomości narodowej na rzecz myślenia w kategoriach republiki, tj.

polskiej wspólnoty życia i pracy, będącej częścią UE oraz częścią wspólnoty

planetarnej wszystkich ludzi. Powstanie takiej wspólnoty wymaga istotnej korekty

obecnego kursu, zarówno wytyczonego przez nadwiślańskich liberałów, jak i

narodowo-konserwatywną prawicę. Wymaga przede wszystkim stworzenia

autentycznej przeciwwagi dla biznesu w kraju i w całej UE. Wymaga też twórczej

destrukcji amerykańskiego modelu kapitalizmu.


138 wyświetlenia0 komentarz

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie

Mirosław Karwat "Kreatury"

Kreatury * Powiadają, że w miarę starzenia się człowiekowi pogarsza się i wzrok, i słuch, i refleks, i zdolność uczenia się. Oczywiście sporo w tym prawdy. Nauka języków obcych, a podobnie nauka jazdy

Nowy numer Rocznika Teorii Polityki

Z przyjemnością informujemy, iż ukazał się V numer międzynarodowego czasopisma TEORIA POLITYKI. Jednostką odpowiedzialną za numer był Zakład Teorii Polityki Uniwersytetu Gdańskiego. Redaktorami prowad