Kapitalizm 2050

Tadeusz Klementewicz


Kapitalizm 2050


Świat, w którym żyjemy możemy ujmować z dwóch perspektyw. Z perspetywy godzin, dni miesięcy, lat i z perspektywy lat, dekad, stuleci. W pierwszej perspektywie, w perspektywie świadomości potocznej, widzialny świat tworzą wydarzenia, które wypełniają ekrany telewizorów, monitorów, gazet. W drugiej perspektywie, w perspektywie czasu długiej fali, w perspektywie poznania teoretycznego, odtwarzamy determinanty, mechanizmy, kształtujące dynamikę dnia powszedniego. Gołym okiem nie są one widoczne. Kryją się w relacjach człowieka z przyrodą, w stosunkach między gospodarujacymi podmiotami. Obie perspektywy poznawcze są konieczne, by zrozumieć świat, w którym żyjemy. Np. zaskakujące w perspektywie codzienności posunięcia prezydenta Trumpa może tłumaczyć kurcząca się rola dolara i amerykańskiej gospodarki w systemie światowym i w efekcie słabnąca geopolityczna hegemonia. Także pełzający zamach stanu w Polsce dobrej zmiany to rezultat narastających konsekwencji neoliberalnej transformacji i peryferyjnego statusu gospodarki narodowej.

Słabością medialnego obrazu współczesnego świata jest to, że kształtuje go perspektywa wydarzeniowa. Koresponduje ona z wiedzą zdroworozsądkową ludzi, z wiedzą uogólniającą ich doświadczenia społeczne, a te kształtują bieżące realia procesów gospodarowania, życia politycznego czy popkultury. Tymczasem kiedy ujmujemy aktualny moment historyczny w perspektywie długofalowej, widzimy przez swoiste szkiełko obraz ludzości, która ugrzęzła w kolejnej fazie ewolucji realnego kapitalizmu. To obecnie neoliberalny kapitalizm bez granic - turbokapitalizm. Kapitalizm przez ostanie dwa stulecia swój mechanizm akumulacji bogactwa, swoistą turbosprężarkę, dołączał do zdobyczy myśli ludzkiej. Przyniosła ona nieznany cywilizacji rolniczej postęp techniki, który z kolei umożliwił dotarcie do nowych materiałów i energii. Synergia rewolucji przemysłowej i kapitalizmu umożliwiła „wielką ucieczkę” ogromnej części populacji ludzkiej od nędzy, głodu, epidemii. Ci jeźdźcy Apokalipsy dziesiątkowali regularnie społeczeństwa rolników. Dodatkowo nowoczesność przyniosła znaczne upodmiotowienie jednostki, większą ekspresję jej potrzeb bytowych i kulturowych, uwolniła od presji kolektywu. Jednak kapitalizm ma ujemne koszty zewnętrzne - ekologiczne, społeczne, zdrowotne. Rosną bowiem psychiczne koszty funkcjonowania jednostki jako przedsiębiorcy samego siebie. Można w związku z tym mówić tylko o jego plusach ujemnych, by odwołać się do rodzimego Dialektyka.


Kapitalizm w fazie interregnum. Po dwu wiekach prosperity kapitalizm natrafia na bariery dalszej ekspansji. Przezwyciężenie tych barier doprowadzi do nowej jego konfiguracji. Kapitalizm znajduje się obecnie w fazie interregnum, w fazie przepoczwarzania w sprawniejszy funkcjonalnie wariant. Obecna jego forma pogłębia dryf rozwojowy: kryzys stagnacji rodzi ruchy protestu (także radykalnej prawicy), te zaś mogą wyzwalać strukturalne reformy prowadzące do bardziej stabilnego wzrostu. W obecnych warunkach musi to być "dobrobytu bez wzrostu", a więc trwały rozwój w zrównoważonym społeczeństwie. Zapowiada się powrót regulacyjnej funkcji państwa. Będzie ona polegała na łączeniu racjonalności mikroekonomicznej z racjonalnością ogólnospołeczną i racjonalności ogólnospołecznej z racjonalnością planetarną (ogólnoludzką). Skutki działań korporacji nastawionych na wzrost "wartości dla akcjonariusza" rodzą błąd złożenia. Skumulowane rezultaty tych działań mogą naruszać równowagę środowiskową czy spójność społeczną. W demokracji liberalnej reprezentantem racjonalności ogólnospołecznej bywało państwo.

Obecnie główny problem gospodarki kapitalistycznej to problem stagnacji wynikającej z wysokiego stopnia monopolizacji (oligopolizacji) całych gałęzi produkcji oraz dojrzałości przemysłowej. Nie można przecież budować wciąż nowych portów lotniczych, a jest to konieczne, by zyski przekształcać w pieniądz. Współczesna korporacja może funkcjonować w warunkach nadmiaru mocy produkcyjnych. Może bowiem zwiększone tym nadmiarem koszty produkcji pokrywać zyskami monopolistycznymi. Korporacja ma dostęp do rynku kapitałowego, dzięki czemu jest w stanie wykupić na giełdzie potencjalnych konkurentów. Przy czym waloryzacja kapitału dokonuje się w całej przestrzeni gospodarczej świata. Pod tym względem nie może się dalej poszerzać. Może natomiast dokonywać ekspansji w głąb - komercjalizując sektor zabezpieczenia społecznego, ochrony zdrowia, edukacji czy nauki jak obecnie w Polsce. Do tego doszła finasjalizacja, rosnąca rola kapitału finansowego - przeniesienie ciężkości gospodarki od produkcji do sektora bankowego i finansowego. W ciągu jednego dnia dokonuje się ponad trylion operacji finansowych. To dodatkowo zwiększyło podatność gospodarki na "szaleństwo, panikę i krach", słowem, kryzysy. Zadanie praktyczne polega na uniknięciu wielkiego kryzysu dzięki wyprzedzającym zmianom instytucjonalnego ładu. Kryzys jest bowiem kosztowny społecznie: bezrobocie, zadłużenie, bankructwa firm, psychiczne koszty adaptacji do nowego ładu, zawirowania na scenie politycznej, konflikty lokalne, ruchy protestu...


Bariery turbokapitalizmu. Kapitaliści muszą wciąż inwestować, by pomażać posiadany kapitał (kapitaliści zarabiają, ile wydają - jak mówi mistrz Kalecki). Jednak do tego potrzebne są zasoby biogeochemiczne oraz zachowanie równowagi w systemie Ziemi jako całości - atmosfery, hydrosfery, litosfery itd. Ziemia to dom ludzi. O warunkach zachowania systemu Ziemi nie orzekają menadżerowie i zarządcy funduszy inwestycyjnych, lecz przyrodnicy. Inaczej dojdzie do tragedii globalnego pastwiska, którymi są współcześnie dla ludzkości oceany i atmosfera (J. Cowie).Tylko ignorant może współcześnie podważać teoremat ekologii człowieka, że przyroda może istnieć bez człowieka, lecz człowiek nie może istnieć bez przyrody. Słowem, to funkcjonujący system ekonomiczny jest skazany na funkcjonujący system ekologiczny. Według szacunku Ralfa Fükse, atmosfera może wchłonąć jeszcze maksymalnie 840 miliardów ton dwutlenku węgla. Roczna emisja osiąga współcześnie wartość około 34 mld ton. Ludzkość potrzebowałaby 4-5 planet takich jak Ziemia, gdyby mogła żyć na poziomie mieszkańca Australii czy USA. Poziom średniej konsumpcji na głowę powoduje przekroczenie możliwości planety o połowę.

- pułapka Meadowsa. Ludzkość znalazła się zatem w uścisku nowej pułapki, już nie Malthusa, lecz Meadowsa. W odróżnieniu od pierwszej, druga obejmuje globalny ekosystem, ponadto wymaga współdziałania narodów dla określenia brzegowych warunków korzystania z zasobów przyrody. Człowiek zatem nie uczynił sobie Ziemi poddanej. Doświadcza bowiem skutków degradacji biosfery: deficytu ziemi i wody, zaburzeń klimatu, deforestacji, zwłaszcza lasów wilgotnych, zaniku bioróżnorodności. Z tymi skutkami splata się problem energetyczny i surowcowy. Mamy tu następującą zależność: rośnie populacja, jeszcze szybciej aktywność gospodarcza, by zaspokoić potrzeby biogenne nowo przybyłych. W następstwie pną się do góry krzywe obrazujące ślad ekologiczny: wzrost zużycia energii, przeciętny wzrost temperatury, wymierania gatunków, ubytku ziemi ornej itd. Są to wszystko negatywne zewnętrzne efekty masowej konsumpcji. Odciskają się one na funkcjonowaniu synergicznego systemu energia–woda–żywność. Nie przyniósł jakościowej zmiany „zielony kapitalizm”. W 2010 roku tylko 2% energii pochodziło ze źródeł odnawialnych. Można się spodziewać nałożenia podatku na emisję dwutlenku węgla i wyznaczenia górnych granic jego emisji przez firmy i kraje. Z tego tytułu, według szacunku Grzegorza Kołodki, przyrost inwestycji sięgnie 6% produktu światowego brutto. Warto przypomnieć, że w pierwszym tysiącleciu jego tempo wynosiło 0,05%, przez ostatnie dwieście lat średnioroczne tempo wynosiło 1,2%. Przed wybuchem strukturalnego kryzysu kształtowało się na poziomie 4% rocznie. W drugiej połowie obecnego stulecia długoterminowy wzrost produkcji w krajach bogatych prognozowany jest w przedziale od 0,9% (R. Gordon) do 1,2% rocznie (Th. Pikkety).

Strategie rozwojowe państw muszą się liczyć ze wzrostem cen energii oraz wzrostem popytu na nośniki energii. Pojawiła się konkurencja ze strony nowo uprzemysłowionych społeczeństw i rosnącej w nich grupy ludzi o coraz większym dochodzie rozporządzalnym. Ponadto koszty produkcji obciąży dodatkowo wzrost cen surowców i żywności. Kluczowym zadaniem dla poprawy relacji homo sapiens z przyrodą będzie ograniczenie przyrostu demograficznego. Z zadaniem tym łączą się likwidacja luki rozwojowej, awans materialny i kulturowy kobiet w biednych rejonach świata. W przeciwnym wypadku pojawią się w ciągu kilkunastu lat konflikty o surowce, wojny klimatyczne i żywnościowe (W. Bello, H. Weltzer). Szacuje się na przykład, że zmiany klimatyczne dotkną w różnym stopniu 8 z 9 miliardów ludzi, którzy będą zamieszkiwać planetę w 2050 roku. W ogromnej masie urodzą się one w ubogich stajenkach globalnego Południa. Stopa wzrostu ludności będzie stopniowo spadać do lat trzydziestych obecnego wieku do 0,4%, po czym obniży się do stopy wzrostu charakterystycznej dla społeczeństw rolniczych, czyli 0,1%.

- postęp naukowo-techniczny. W tej dziedzinie cywilizacja przemysłowa będzie kontynuowała kolejne jakościowe skoki. Mówi się nawet o „trzeciej rewolucji przemysłowej” bądź "drugim wieku maszyny". W gospodarce poziom efektywności będą wyznaczały naukowopochodne technologie zmniejszające zużycie energii i materiałów (nanotechnologie, robotyka, teleinformatyka, sztuczna inteligencja, optoelektronika, biotechnologie wykorzystujące odkrycia genomiki, biomedycyna, inżynieria materiałowa w rodzaju nanorurek węglowych do chipów komputerowych, druk przestrzenny 3D). Nowe pole akumulacji otworzy przed kapitałem możliwość eksplantacji zasobów okolicznych planet oraz podróż na planetoidę Jowisza i na Marsa. W dalszym ciągu więc będzie się rozwijać technika rakietowa, transport orbitalny (program NASA Constellation). Brak jednak odpowiednika programu Apollo, który przyniósł innowacje technologiczne i produktowe rozwijane przez kolejne dziesięciolecia. Obecnie technologowie podsuwają "banalne zabawki” (P. Thiele, J-H Lorenzi). Kapitał wysokiego ryzyka finansuje gadżety przemysłu komputerowego, unika zaś inwestycji w biotechnologie, energetykę, a więc w innowacje, do których potrzeba dużego i cierpliwego kapitału. Dlatego konieczne będą inwestycje publiczne w nowe technologie pozyskiwania energii (energetyka orbitalna, synteza jądrowa, wykorzystanie bakterii do produkcji paliw). Tu pole do popisu będzie miało przedsiębiorcze państwo Mazzucato. Dodatkowo oszczędności społeczeństw, zwłaszcza Zachodu i Azji, zmniejszy przekleństwo starości: 22% ludności świata przekroczy w 2050 roku próg sześdziesięciu lat. Wzrosną wydatki na służbę zdrowia i zaopatrzenie emerytalne.

- staro-nowe wojny klasowe. Tutaj mamy gąszcz problemów będących następstwem polaryzacji dochodów oraz strukturalnego bezrobocia, spowodowanego automatyzacją i robotyzacją procesów produkcyjnych na Globalnej Północy. Do tego bilansu trzeba dodać skutki przeludnienia, głodu i biedy Globalnego Południa. Ogólny rezultat to nierówność dochodów i majątków, a w następstwie nierówność życiowa (jakość zdrowia, długość życia, możliwość samorealizacji). Nierówności dochodowe obniżają ogólną wartość wskaźnika rozwoju społecznego o jedną czwartą (G. Therborn). Wzrost gospodarczy podnosi jachty, a nie łódki. Dla 10% najbogatszych zysk kapitałowy netto może stanowić 30-40% dochodu rozporządzalnego, jak w Szwecji. Bogactwo to bynajmniej nie pochodzi z "kreatywnej" pracy, lecz z rodzinnych i politycznych koneksji, spekulacji aktywami finansowymi czy z obchodzenia przepisów podatkowych.

Dotychczasowy przebieg konfliktu między kapitałem a pracą faluje w rymie kilku dziesięcioleci. Raz wahadło wychyla się na korzyść utowarowienia pracy, a potem powraca, uderzając po kieszeni pracowników, kiedy jest bezrobocie i recesja, na przykład fordyzm i elastyczne stosunki pracy obecnej doby. Teraz chodzi o instytucjonalizację konfliktu przemysłowego w nowych warunkach światowej przestrzeni gospodarczej, w której powstała „rezerwowa armia pracy” i w której prekaryzacja może być postrzegana jako próba odtworzenia rezerwuaru taniej siły roboczej. Przy 1,4 mld pracowników etatowych, 1,7 mld pracujacych na własny rachunek, liczba "rezerwistów" może przekraczać 2,4 mld. Neoliberalny kapitalizm bez granic usunął bowiem przeciwwagę, jaką stanowił zorganizowany ruch pracowniczy, zorganizowany w związki zawodowe, w różne instytucjanalne formy przetargów z pracodawcami o warunki pracy i płacy. Doszło do intensyfikacji procesu pracy, nie tylko montażowej, ale również "białych kołnierzyków", zwanych klasą średnią. Zarząd koroporacji życzył by sobie, żeby stali się oni wirtuozami optymalizacji podatkowej, kreatywnymi poszukiwaczami nowych pól akumulacji czy zabójcami konkurencji. W tej sytuacji kwestią zapalną będzie korekta podziału produktu narodowego oraz wyodrębnienie funduszy na politykę rozwojową. Na obu drogach rozwiązania tego problemu będą maszerowały tłumy "oburzonych". Zarówno gwarantowany dochód podstawowy, jak i skracanie czasu pracy nie będzie darem niebios. Druga strategia wiąże się z afirmacją prawa do pracy dla wszystkich, rozwijaniem idei kontroli pracowniczej, a także poszerzaniem pola bezpłatności (lub quasi-bezpłatności) usług w zakresie ochrony zdrowia, potrzeb mieszkaniowych, uczestnictwa w kulturze itd.

Jednak taka zmiana dotychczasowych reguł podziału bogactwa społecznego może dokonać się w wyjątkowych okolicznościach historycznych. Okoliczności te stwarza kryzys wyzwalający ruchy protestu ludzi tracących poczucie „normalności” zastanego ładu. To wówczas utopie stają się programami reform. Z tego mechanizmu skorzystał na przykład prezydent Franklin D. Roosevelt, wprowadzając reformy New Dealu. Potwierdza ten epizod po raz kolejny obserwację Johna K. Galbraitha, że „konwencjonalna mądrość” nie daje tak wielu możliwości kształtowania się nowych idei jak „masowy atak okoliczności, z którymi nie sposób walczyć”. Jednak polityka wcielająca te

„strukturalne reformy” musiałaby mieć ponadnarodowy charakter, na początek zapewne w Unii Europejskiej. Jej zakresem byłaby wspólna polityka płacowa, jednolite ustawodawstwo pracy, model partycypacji pracowniczej w przedsiębiorstwach czy wspólna, regionalna polityka rozwojowa.

- kryzys demokracji parlamentarnej. Rozdwojona jest natomiast strategia członków wspólnot narodowych. Z jednej strony uczestniczą oni w globalnym obiegu popkultury i globalnym supermarkecie konsumpcji, z drugiej zaś ci sami ludzie chcą podtrzymywać gęstą wspólnotę opartą na więzi etniczno-kulturowej, chcą kultywować pamięć historyczną, tradycje małych ojczyzn. W tej sytuacji państwo narodowe wciąż jest jedynym realnym instrumentem kształtowania losu wspólnoty polityczno-obywatelskiej. By do tego doszło, państwo nie może być dalej w niewoli sektora finansowego. Mechanizmem kontroli państwa jest obecnie dług publiczny. Państwa zadłużają się głównie na prywatnym rynku finansowym. Dlatego, podkreśla David Ost,

„demokratyzacja dziś musi oznaczać stworzenie instytucji, dzięki którym rynki można znów poddać kontroli społecznej: rynki pracy, które pozostawiają miejsce na życie towarzyskie, rynki dóbr, które nie zniszczą natury, rynki kredytu, które nie posłużą do masowej produkcji niespełnionych obietnic”.

Trudnym zadaniem będzie odbudowa bazy podatkowej. Wielu badaczy przewiduje rodzenie się tendencji do tworzenia ogólnoświatowego systemu redystrybucji fiskalnej (globalne podatki, transfery i wydatki). Instrumentem byłoby wprowadzenie globalnego podatku majątkowego oraz progresywnego podatku dochodowego w drodze międzynarodowej współpracy. Celem tych posunięć będzie dystrybucja bogactwa i globalnych fortun po to, by sfinansować nowoczesne państwo socjalne XXI wieku, znaleźć fundusze na operację przestawienia gospodarki na nowe źródła energii i likwidację luki rozwojowej. To zadanie ułatwia okoliczność, że kraje europejskie i Stany Zjednoczone, kontrolując połowę globalnej produkcji, mogłyby nakładać sankcje na raje podatkowe, gdyby odmawiały współpracy w zakresie likwidacji czarnej dziury, w której znikają zasoby finansowe świata. Konieczna także będzie harmonizacja systemów fiskalnych, likwidacja rajów podatkowych, wprowadzenie globalnego podatku ekologicznego, jak również globalnego funduszu pomocy w razie klęsk żywiołowych.

- koniec koncepcji życia jako użycia? Kapitalizm bliski jest też ukończenia procesu budowy nietzscheańskiego "ostatniego człowieka". To kuriozum spłaszcza osobowość, rozwijając tylko sferę potrzeb materialnych, dążenia do sukcesu w hierarchi prestiżu, którą daje symboliczna konsumpcja. W tej perspektywie najtrudniejszym zadaniem będzie zmiana hierarchii potrzeb, kwestionowanie idei suwerenności konsumenta, kuracja hiperindywidualizmu skojarzonego z darwinizmem społecznym, rynkowymi wyznacznikami użyteczności i efektywności. Dążenie to godzi w samo serce kapitalizmu. Jego motorem napędowym od początku był konsumeryzm. Występuje on w szerokim pakiecie nowoczesnego kapitalizmu: reklama i marketing, popkultura, idole sławy i pieniądza, nadmiernie rozbudowany aparat kredytowy, w sumie nadmierny rozwój sfery nieprodukcyjnej, jałowej społecznie. Skurczyła się przestrzeń partycypacji jednostki w życiu społecznym z powodu indywidualizmu i konkurencyjności. Zanika w związku z tym gotowość współpracy i wrażliwość na cierpienie innych. Dominuje typ "depresyjnego konformisty", utowarowiony obywatel, dokonujący autoeksploatacji. Ideałem staje się człowiek-przedsiębiorstwo, któremu dynamikę zapewnia egocentryzm, chciwość i konsumpcjonizm. Musi on tak sterować karierą zawodową, stylem życia, uczuciami i emocjami, żeby pojawić się na rynku jako atrakcyjny towar dla korporacji. W tym celu musi być efektywny, dyspozycyjny, konformistyczny.

Świadomość globalna będzie nowym składnikiem tożsamości, obok tradycyjnej tożsamości narodowej. Do jej rozwoju przyczyniać się będzie świadomość zagrożeń o charakterze globalnym: groźba użycia broni atomowej, zamachów terrorystycznych czy zagrożeń ekologicznych. Jednak wystąpi ona w stopie z różnymi komponentami tożsamości jednostki. Jak zwykle bowiem w sytuacji kryzysowej pojawią się: backlash, populizm, zabarwione nacjonalistycznie i rasowo ruchy radykalnej prawicy. Aktywizacji tych warstw świadomości społecznej sprzyjać będą fale migracyjne uciekinierów klimatycznych.

- instytucjonalizacja globalnego przywództwa: kto reprezentuje racjonalność planetarną? Stopniowi integracji gospodarki w skali planety nie odpowiada w żaden sposób mechanizm jej sterowania. Dotychczas funkcjonowanie gospodarki na poziomie globalnym regulują wielostronne agencje jednostronne: WTO, Międzynarodowy Fundusz Walutowy, Bank Światowy. Stały się one formą inżynierii społecznej w interesie gigakorporacji. Globalizacja jest niekompletna, ekonomiczna bez politycznej. Jeśli nowy ład globalny ma być skuteczny, w jego centrum sterowniczym muszą być respektowane sprawiedliwe dla całego świata zasady podejmowania decyzji. Nie będą one sprawiedliwe, jeśli superarbitrem pozostaną dysponenci oszczędności świata dążący do pomnażania abstrakcyjnej nadwyżki. Superarbiter ograniczający korporacjom arbitraż regulacyjny może przyjąć formę instytucjonalną wielopodmiotowego przywództwa światowego. Byłby to krok w stronę światowego społeczeństwa planującego. Będą go tworzyć państwa narodowe zgrupowane w G-20, poszerzona Rada Bezpieczeństwa ONZ i różne jej wyspecjalizowane organizacje, a także dotychczasowe organizacje regulujące funkcjonowanie gospodarki. Staną one przed trudnym zadaniem, odmienne są bowiem interesy poszczególnych państw. Jedne mają City czy Wall Street, inne zasoby naturalne, jeszcze inne tanią siłę roboczą, a duża część osiąga dochody z ukrywania przed fiskusem zasobów finansowych korporacji. Pozostałe ułatwiają, jak mogą, obchodzenie regulacji obrotu kapitału bądź po prostu piorą brudne pieniądze. Poza tym państwa muszą wypracować wspólne stanowisko, mając za przeciwnika wielkie grupy finansowo-przemysłowe. To byłaby druga wojna światowa z korporacjami. Dopiero po takiej modyfikacji może powstać World New Deal – multikulturowe społeczeństwa w wielocywilizacyjnej wspólnocie pracy i życia w globalnym ekosystenie.

Wszystko wskazuje na to, że centrum cywilizacji światowej wróci po dwustu latach na Wschód, a ład oparty na hegemonii amerykańskiej będzie ewoluował ku światu wielobiegunowemu. Z natury przyniesie on więcej niepewności, a zarazem trudności z globalnym przywództwem. Jak na razie nie powidło się utrącenie strategicznej przewagi Chin, które zachowały kontrolę nad narodową gospodarką. Ich swoiste ubezwłasnowolnienie było ukrytym celem traktatów TTIP oraz TPP. Chiny stawiają warunki przyjęcia kapitału zagranicznego, kontrolują kurs własnej waluty, bronią się skutecznie przed napływem kapitału portfelowego. W tym nowym ładzie światowym zostanie zachowana suwerenność państw narodowych, a także odrębność kulturowa cywilizacji lokalnych, narodów, regionów. Tym samym pozostaną jak dotychczas konflikty lokalne, rywalizacja o rynki zbytu, źródła surowców, kontrolę szlaków transportu towarów i obiegu informacji. Łatwiejszą drogę do nowej konfiguracji będzie miał skandynawski kapitalizm solidaryzmu społecznego czy kapitalizm z singapurską lub chińską specyfiką, niż anglosaski kapitalizm spekulanta. Największe szanse przetrwania staną przed tymi wariantami, którym uda się połączyć efektywność ekonomiczną z bezpieczeństwem socjalnym poszczególnych wspólnot życia i pracy. Nie należy oczekiwać realizacji wyartykułowanej wizji nowego ładu w drodze jednorazowego aktu. W procesie dziejowym mieliśmy bowiem do czynienia z ciągłą adaptacją przyjętej strategii działania i ładu instytucjonalnego do wyzwań i barier rozwojowych. Powstawały one w relacjach człowieka z przyrodą. Ich pokonanie wymagało poprawy efektywności wykorzystywanych technologii i energii, a także przezwyciężenia skutków długotrwałych kryzysów o podłożu gospodarczym. Jednak pojawienie się multikulturowej cywilizacji trwałego rozwoju będzie się wiązało z głęboką reorganizacją światowej gospodarki. Dlatego jak sądzi Heiner

Flassbeck, to, w jakim stopniu rynek powinien podlegać regulacji, zarówno na poziomie mikro-, jak i makro-, jest kwestią praktyki i kolektywnej decyzji społeczeństwa. Wynika z tego – pisze Flassbeck – że również "kapitalizm należy do nas, to znaczy do społeczeństwa. A jeśli stwierdzimy, że nad nim nie panujemy i że w danej formie przynosi on więcej szkody niż pożytku, wówczas można go oczywiście zmienić w interesie ogółu – w każdym razie dopóty, dopóki istnieje jeszcze demokracja i dopóki zechce tego większość ludzi".

52 wyświetlenia

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie
  • Facebook Clean Grey
  • Twitter Clean Grey
  • LinkedIn Clean Grey

© 2023 by Scientist Personal. Proudly created with Wix.com